Google pisze, że skanowanie nowej strony trwa od kilku dni do kilku tygodni. Na stronie mojej firmy fotograficznej, roland4foto, wyszło szybciej: wpisy publikowane codziennie rano robot Google odwiedzał jeszcze tego samego dnia, a 27 października 2026 wszystkie 38 polskich wpisów było w indeksie. Z 221 adresów w mapie strony brakowało jednego, który Google zeskanował sam następnego ranka. Niżej dokładne dane i to, co według mnie pomogło.
Skąd te dane
27 października 2026 wieczorem sprawdziłem w Search Console, przez narzędzie do sprawdzania adresów, każdy z 221 adresów z mapy strony roland4foto.com. Dla każdego Google zwraca stan w indeksie, datę ostatniej wizyty robota i adres, który uznał za główny. Wynik: 220 adresów miało stan „Strona przesłana i zindeksowana”. Brakowało angielskiej strony z opiniami, o której Google pisał, że jej nie zna. 28 października rano robot odwiedził ją sam i trafiła do indeksu, więc dziś cała mapa strony jest w Google.
Jedno zastrzeżenie na start. roland4foto.com to nie jest świeża domena: wcześniej działała na niej strona na WordPressie, więc Google znał ją od dawna. Search Console zbiera dane dla nowej wersji strony od 11 września 2026. Zupełnie nowa domena może czekać dłużej, bo Google musi się jej dopiero nauczyć.
Jak szybko trafiały do Google kolejne wpisy
| Grupa wpisów | Liczba | Publikacja | Co pokazał Search Console 27.10 |
|---|---|---|---|
| Pierwsza partia poradników | 15 | 14.09.2026, naraz | wszystkie w indeksie; przy siedmiu ostatnia wizyta robota 19–21.09 |
| Kolejne pojedyncze wpisy | 9 | 30.09–13.10 | wszystkie w indeksie |
| Codzienna kolejka, jeden wpis rano | 14 | 14.10–27.10 | wszystkie w indeksie; każdy odwiedzony tego samego dnia, kilka godzin po publikacji |
Przy pierwszej partii widać tylko tyle, że siedem wpisów Google znał najpóźniej po tygodniu, bo ostatnią wizytę robota zapisał między 19 a 21 września. Przy codziennej kolejce obraz jest wyraźny: wpis wychodził rano, a data wizyty robota przypadała na ten sam dzień. Dwa tygodnie z rzędu, bez wyjątku.
Co według mnie pomogło
Nie wiem, który element zadziałał najmocniej, bo wprowadzałem je razem. Uczciwie wymieniam wszystkie:
- Mapa strony z prawdziwą datą zmiany przy każdym adresie. Nowy wpis pojawia się w niej w chwili publikacji.
- Linki z istniejących stron. Każda strona usługi ma listę poradników, a najnowszy wpis tej usługi wskakuje na nią automatycznie. Robot, który odwiedza stronę usługi, trafia od razu na nowy wpis.
- Regularność. Jeden wpis dziennie o tej samej porze.
- Szybka strona. 27 października PageSpeed pokazywał 99–100 punktów na telefonie i 100 na komputerze, a serwer odpowiadał robotowi bez błędów.
- IndexNow, czyli zgłaszanie zmienionych adresów do Binga po każdej zmianie. Google z niego nie korzysta, ale Bing i usługi oparte na jego wynikach tak.
Google nie nagradza samego tempa publikacji. John Mueller z Google powtarzał, że częstsze wpisy mogą najwyżej częściej ściągać robota na stronę (Search Engine Journal). Dane z roland4foto pasują do tego obrazu: robot przychodził codziennie, bo codziennie było coś nowego. O pozycjach decyduje już treść.
Co dzieje się po publikacji wpisu
Na roland4foto.com wpis czeka w kolejce z ustaloną datą i godziną. W chwili publikacji dzieją się trzy rzeczy naraz. Wpis pojawia się w mapie strony z dzisiejszą datą zmiany. Trafia na listę poradników na stronie usługi, której dotyczy, i na stronę bloga. Po zmianach strona wysyła listę zmienionych adresów przez IndexNow. Google dowiaduje się o wpisie z mapy strony albo z linku na stronie usługi, którą i tak regularnie odwiedza. Nic z tego nie wymaga ręcznej pracy przy każdym wpisie, bo ustawia się to raz, przy budowie bloga.
Nie każdy adres powinien być w indeksie
Raport „Strony” w Search Console roland4foto.com pokazywał w październiku 249 adresów w indeksie i 131 poza nim, z dziewięciu różnych przyczyn. Na pierwszy rzut oka to alarm. Po przejrzeniu każdej przyczyny okazało się, że większość tych adresów ma być poza indeksem:
- 65 to strony alternatywne ze wskazanym adresem głównym, głównie obcojęzyczne wersje wpisów, które prowadzą do jednej wersji,
- 20 ma znacznik noindex z rozmysłem: panel klienta, dokumenty prawne poza wersją polską, formularz zapisu z parametrami,
- po 11 to stare adresy z czasów WordPressa, które zwracają błąd 404, i przekierowania, na przykład z http na https.
Liczba niezindeksowanych adresów sama w sobie nic nie mówi. Mówi przyczyna przy każdej grupie. Przekierowanie i świadomy noindex to porządek, a nie problem. Kłopotem byłyby dopiero wpisy albo strony usług w grupach „wykryta” i „zeskanowana, ale niezindeksowana”, bo te mają ściągać klientów. Na roland4foto.com w tych dwóch grupach stało w październiku sześć adresów: cztery stare z czasów WordPressa, jeden wpis z bloga i angielska strona z opiniami. Sprawdzenie pojedynczych adresów pokazało, że wpis był już w indeksie, a strona z opiniami trafiła do niego następnego dnia.
Raport „Strony” pokazuje stan sprzed kilku dni
Przy okazji wyszła rzecz, która myli wielu właścicieli stron. Raport „Strony” w Search Console, ten z wykresem zindeksowanych i niezindeksowanych adresów, 27 października pokazywał dane z 23 października. W tamtym raporcie kilka adresów wciąż stało jako wykryte albo zeskanowane, ale niezindeksowane, podczas gdy sprawdzenie pojedynczego adresu mówiło już, że są w indeksie. Jeśli raport straszy, sprawdź konkretny adres, zanim zaczniesz cokolwiek poprawiać.
Kiedy się martwić
Pojedynczy wpis, który przez tydzień nie trafia do indeksu, to jeszcze nic. Sygnałem ostrzegawczym jest sytuacja, w której wiele wpisów starszych niż dwa tygodnie stoi w stanach „zeskanowana, obecnie niezindeksowana” albo „wykryta, obecnie niezindeksowana”. Google daje wtedy znać, że nie widzi w nich dość wartości albo nie ma czasu ich pobrać.
Na blogu Websly, który od 28 października publikuje trzy wpisy dziennie, przyjąłem prosty próg: jeśli przez dwa tygodnie z rzędu w tych stanach stoi ponad jedna czwarta wpisów starszych niż 14 dni, schodzimy do jednego wpisu dziennie i poprawiamy najsłabsze. To moja zasada ostrożności, a nie reguła Google. Websly ma młodą domenę, więc wyniki będą inne niż na roland4foto i opiszę je, gdy się zbiorą.
Co zrobić u siebie
- Załóż Search Console i prześlij mapę strony, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś.
- Dopilnuj, żeby nowe wpisy pojawiały się w mapie strony i na stronach, które Google już odwiedza.
- Publikuj regularnie, nawet rzadziej, byle w stałym rytmie.
- Sprawdzaj pojedyncze adresy w narzędziu do sprawdzania adresów, a raport „Strony” traktuj jako trend.
Gdy strona w ogóle nie trafia do Google, przyczyny szukaj wcześniej: w blokadach i ustawieniach, które opisałem we wpisie strona nie wyświetla się w Google. Blog, mapę strony i zgłaszanie zmian ustawiam w stronach, które buduję jako Websly, a widoczność istniejących stron poprawiam w ramach usługi marketing w Google. Jeśli chcesz, żebym sprawdził, jak Google widzi Twoją stronę, napisz przez formularz.