Przejdź do treści

Blog

Strona po polsku i po angielsku: jak zrobić wersję językową, którą znajdzie Google

Automatyczne tłumaczenie wtyczką, wersja językowa bez własnych adresów, angielskie podstrony z polskim tekstem. Jak zrobić drugą wersję strony, żeby działała dla klientów i dla Google.

Roland Mika · · 2 min czytania

W Krakowie część klientów nie mówi po polsku: turyści, obcokrajowcy, którzy tu mieszkają, zagraniczne firmy z oddziałami w mieście. Strona po angielsku otwiera firmę na tych klientów, pod warunkiem że jest zrobiona tak, żeby znalazło ją Google. Najczęstsze rozwiązania, czyli automatyczne tłumaczenie wtyczką albo przełącznik języka bez osobnych adresów, tego nie zapewniają.

Każdy język pod własnym adresem

Google zaleca, żeby każda wersja językowa miała własny adres, na przykład /en/ dla angielskiej. Wtedy osobie szukającej po angielsku pokazuje angielską podstronę, a osobie szukającej po polsku polską. Przełącznik, który podmienia tekst na tym samym adresie, sprawia, że Google widzi tylko jedną wersję.

Oznaczenia, które łączą wersje

Każda podstrona mówi Google, gdzie są jej odpowiedniki w innych językach (znaczniki hreflang). Dzięki temu polska i angielska wersja nie konkurują ze sobą w wynikach, tylko każda trafia do swoich czytelników.

Pułapka: angielski adres, polski tekst

Na roland4foto.com, stronie mojej firmy fotograficznej w sześciu językach, przez chwilę był właśnie taki problem. Blog miał adresy we wszystkich językach, ale wpisy istniały tylko po polsku. Pod adresem /en/blog/... wyświetlał się polski tekst, a Google zgłosiło w Search Console 75 adresów z tą samą treścią. Poprawka: wersje językowe wpisów pokazują się tylko tam, gdzie tłumaczenie naprawdę istnieje, a pozostałe odsyłają do polskiego oryginału.

Tłumaczenie, a nie wtyczka

Automatyczne tłumaczenie myli nazwy usług, potraw i zwrotów branżowych. Klient zagraniczny od razu widzi, że ktoś przepuścił stronę przez tłumacza. Lepiej przetłumaczyć porządnie kilka najważniejszych podstron (strona główna, usługi, kontakt) niż całą stronę byle jak. Opisy dla Google, czyli tytuły i opisy podstron, też trzeba przetłumaczyć, bo to je klient widzi w wynikach wyszukiwania.

Aktualne tłumaczenia

Po zmianie polskiego tekstu tłumaczenie robi się nieaktualne. W panelach stron, które buduję, widać, które tłumaczenia trzeba poprawić po zmianie, a Ty edytujesz je sam, bez dzwonienia do informatyka.

Więcej o tym, jak buduję strony, na stronie strony internetowe. Napisz przez formularz, w jakich językach potrzebujesz strony i kim są Twoi zagraniczni klienci.

Pytania i odpowiedzi

Czy wystarczy tłumacz Google wbudowany w przeglądarkę?

Dla klienta to lepsze niż nic, ale Google nie pokaże Twojej strony osobie, która szuka po angielsku, bo nie ma czego zaindeksować. Wersja językowa musi istnieć na stronie, pod własnymi adresami.

Czy muszę tłumaczyć całą stronę?

Nie. Lepiej przetłumaczyć dobrze kilka najważniejszych podstron niż całą stronę byle jak. Ważne, żeby nieprzetłumaczone części nie udawały wersji angielskiej z polskim tekstem w środku.

Kto aktualizuje tłumaczenia?

Ty, w panelu strony. Panel pokazuje, które tłumaczenia są nieaktualne po zmianie polskiego tekstu, więc nic nie zostaje stare przez przypadek.

Autor: Roland Mika. Od 2020 roku buduję strony internetowe, sklepy i aplikacje dla firm z Krakowa i całej Polski. Pracownię mam przy ul. Zygmunta Glogera 23 w Krakowie. Więcej o mnie

Przeczytaj też

Poproś o wycenę